Waranasi – miasto transformacji

Benares, Kaśi, Waranasi... jest moim ukochanym indyjskim miastem. Pachnie palonym drewnem, mocnymi kadzidłami i innymi zapachami wydostającymi się z namiotów sadhu (ascetów) na ghatach (schodach do Gangesu). Tego zapachu nie można zapomnieć – przenika duszę, powala nozdrza (i umysł), niekiedy napawa strachem, lecz przeważnie jest to upojenie ciekawością i pewnym rodzajem stanu zaintrygowania czymś odmiennym, czymś tak bardzo odległym, lecz zarazem w pewien sposób niezbędnym do codziennego życia. Przynajmniej ja tak mam.

Po raz pierwszy do Waranasi zawitałam podczas mojej pierwszej podróży do Indii (chyba w 2013 roku). Wystraszyłam się, lecz i zaspokoiłam swoją potrzebę eksploracji tego, co wykracza poza zwykle doświadczenie. Waranasi jest miastem rytualnego, wpisanego w wedyjską obrzędowość, palenia zwłok. W hinduizmie panuje przekonanie, iż dusz (atma) ciała spalonego w Waranasi dostępuje wyzwolenia. Nie jest to zgodne z doktryną hinduistyczną, zgodnie z którą dopiero ta dusza, która dokona aktu oczyszczającego wyzwolenia dostępuje uwolnienia z sansary. Na pewno jednak spopielenie a następnie powrót kości do Gangesu, do Maty-dźi, jest religijnie pryncypialnym momentem dla duszy…

Pamiętam, gdy patrzyłam na ów rytuał, widziałam jedynie stos, płomienie ognia, czułam zapach palonego drewna podpalanego ogniem, który zgasnąć nie powinien nigdy (pewne osoby w Waranasi odpowiedzialne są za podtrzymywanie tego ognia). Doświadczenie było potężne, gdy otóż nagle popiół, niesiony wiatrem, osiadł na mej bluzie. Człowiek nagle uświadamia sobie, że wszystko jest popiołem. Bhasma (popiół)… w Waranasi istnieje pewna grupa ascetów zwanych aghori, którzy używają tego popiołu do praktyk tantryczno-jogicznych, a może nawet alchemicznych.

Po raz drugi do Waranasi pojechałam dwa lata temu. To już było inne dla mnie miasto. Przyglądałam się ghatom, przyglądałam się ascetom, turystom, joginom, Hinduskom i Hindusom… Pamiętam te długie chwile błogości, gdy siedziałam na ghatach wpatrzona w Ganges – tę ogromną, przeogromną rzekę. Jedyne myśli, które mi wtenczas przepływały, były takimi: „To wielowiekowe miasto, jak legendy podają – najstarsze w Indiach, trwa, niezależnie od ludzi, od wydarzeń, niezależnie od ilości stosów oraz powitań słońca czy pranajam codziennie wykonywanych, ono jest ponad to.”.